|
Wiersze
Bolesława Bryńskiego
„silny strumień światła”
poecie skońca XX wieku
NIC!
kiedy nie ma świata
i
nie ma nas
nie ma także pragnień
nie ma też spełnienia
nie ma blasku
zniknął czas
jest pustka
nie
pustki też nie ma
Bolesław Bryński
„silny strumień światła”
smuga
stoję w centrum miasta
w
tłumie dnia
krzyczącej chwili
smuga słońca
przeszywa mnie
na
wskroś
lecz nie jestem promieniem
nie jestem promienny
jestem rzeką
jestem ogniem
jestem żarem
w
świecie
w
mieście
Bolesław Bryński
„silny strumień światła”
przestrzeń
sądzę że przestrzeń
jest tylko złudzeniem
wszak zdarzenia
dzieją się jednocześnie
jest raczej tęsknotą
bezczasem
milczeniem
może łzą
Bolesław Bryński
„silny strumień światła”
+
+ +
bo
życie nasze
życie nasze
jest ciągłym poszukiwaniem
poszukiwaniem
smaku rajskiego jabłka
oddechu wieczności
siebie
ciepłej dłoni
słowa
światła
Bolesław Bryński
"Listy do...” – Bolesław Bryński
---------
Mówią że dłońmi
niepodobna wyrazić
koloru człowieczych myśli
że
ich barwy
toną w opuszkach palców
i
że jeśli jakikolwiek kolor
co
w nich błądzi
ginie w nadgarstkach
Ktoś odpowie rzeczowo:
dłonie mogą wyrastać
wprost z ludzkiego mózgu
i
dla przykładu
zaznaczy to na płótnie
w
czerwonoczarnych
albo w żółtobiałych smugach
i
bez wątpienia będzie miał rację
niepodważalną rację
czyż nie?
Ludzkie dłonie
pukające w bębenek
nie kłamią
ich palce muskając spiesznie
struny wiolonczeli
są
strumieniem myśli
a
sunąc ciepło po wytęsknionym ciele
promieniują
---------
„Listy do...” – Bolesław Bryński
List Trzydziesty
Nie skrywaj swych oczu pod powiekami
nie zsuwaj warg w krwawym uścisku
spójrz na mnie
kimkolwiek jesteś
wiem że marzysz
by
wtulić swą twarz
w
ciepłe
puszyste dłonie
wytęsknione dłonie
i
nie kłam uparcie
że
nie chcesz już tak
zostać na wieki
zapomnieć
o
stanie konta w banku
samolocie co zginął w chmurach
z
ważną przesyłką
z
firmy do firmy
niezawinionym milczeniu
„Listy do...” – Bolesław Bryński
List Trzydziesty Pierwszy
A
ty zatańcz
zaaaataaańcz
ze
swym synem
w
blasku słońca
tak
po
prostu
w
blasku słońca
to
nic wielkiego
poza tym
że
ten fakt
wtopi się w jego twarz
„Listy do...” – Bolesław Bryński
List Trzydziesty Drugi
Rozjaśnij się i we mnie dniu
co
bielisz się na zwolna na nieboskłonie
wpłyń w me powieki
uderz w tęczówkę
Mówią że jasność twa
jednorodną ma praprzyczynę
–
ha to dobrze
tym większy jej sens –
Roztul się we mnie dniu
czułością
co
splata kochanków
lub ciepłem dłoni
muskającą twarz konającego
spraw by noc
która wtopiła mnie w ciemność i sen
utonęły w nich
Rozśpiewaj się we mnie dniu
nie tylko wdzięcznym tiruleniem ptaków
lecz i monotonnym szumem miast
powtarzalnością ludzkich czynów
spełnianych w pośpiechu
–
ta monotonia
ta
powtarzalność i pośpiech
„Listy do...” – Bolesław
Bryński
jest życiem
ludzkim życiem –
Wypełń mnie budzący się dniu
nieustającą nadzieją
że
właśnie w tobie
ktoś z trwającej monotonii
uczyni piękno
cudniejsze od piękna
istniejącego
„Listy do...” – Bolesław Bryński
---------
Samotna Kobieta zazwyczaj
budzi się z lękiem rano
jedząc pośpiesznie śniadanie
głaszcze czule kota
myśli o niedobrym szpinaczu
który musi znaleźć
gdy wejdzie do biura
podły
taki nieduży
a
rozrósł się
do
niebotycznych rozmiarów
Wychodząc z pracy
niesiona zrazu
kiepskim dowcipem szefa
w
supermarkecie kupuje
chleb wino i kwiaty
Wieczorem w mieszkaniu
po
miałkim obiedzie
siedząc w fotelu
ogląda serial seriali
tuląc do twarzy kota
„Listy do...” – Bolesław Bryński
Późną nocą zasypia
z
kroplą wina w ustach
-
Samotny Mężczyzna
budząc się rano
klnie świt
jedząc śniadanie
pokazując swemu psu
środkowy palec dłoni
Myśli:
kurczę
nie dość że muszę
dymać godzinę do firmy
to
jeszcze mam się użerać
z
byle palantami
Po
pracy
w
supermarkecie kupuje:
chleb dżem i dużą zgrzewkę piwa
ścinając wzrokiem młode laski
.„Listy do...” –
Bolesław Bryński
Wieczorem w mieszkaniu
po
miałkim obiedzie
siedząc w fotelu
targa za uszy psa
mówiąc przyjaźnie:
ty
głupolu
patrząc w tańczący ekran
Późnym wieczorem
wlewa butelki piwa do wanny
i
tonie w niej
---------
Myśląc o wielkim wybuchu
z
którego – podobno! – powstał
wszechświat wyobrażam
sobie źdźbło
trawy w lecie na łące
źdźbło trawy
–
ot – wyświechtana
metafora
którą się zwykle
podpierają
nieudaczni poeci
wyobrażam sobie
nie zważając na przepływ
czasu
wyobrażam i upieram się
że
istotnie to źdźbło jest
pośród wielu, wielu innych
czuję jego smukłość
opuszkami palców
widzę jego zieloność
nachylam ku niemu
swe ucho Z nadzieją
że
usłyszę z jego wnętrza
może już tylko
pogłos stworzenia
10
stycznia 2007
12
stycznia 2007
Bolesław Bryński
|